wtorek, 22 lipca 2014

Rozdzialik 15

*Oczami Kasi*
Jest już 5 lipca. Szybko minęło.
A ja tak zaczynam od środka... Od początku to tak:
Rano wstałam już o czwartej. Chciałam jeszcze pospać, ale nie mogłam usnąć. Ubrałam się w białą sukienkę, włosy związałam w koński ogon, a następnie zabrałam torbę z blokami, kredkami, węglami i ołówkami. Lubię rysować, a kiedyś znalazłam tu fantastyczne miejsce do tego. Miałam już wychodzić, kiedy przypomniałam sobie, że nie wzięłam prowiantu oraz nie zostawiłam żadnej kartki tym urwisom.
Szybko coś naskrobałam, wrzuciłam do torby sok pomarańczowy i po głębszym zastanowieniu, ciasteczka zbożowe.
Szłam wzdłuż ulicy, a przede mną rozciągał się piękny widok - wschodzące słońce. Wszystkie kolory wspaniale ze sobą współgrały. Bałam się nawet głośniej odetchnąć, żeby nie zburzyć tej harmonii.
Po około dwudziestu minutach byłam na miejscu. Usiadłam na moim ulubionym kamieniu i po prostu patrzyłam się na morze.
Wiecie, jak to ładnie wygląda, kiedy patrzysz się na wodę, a w niej odbija się różowo-żółte słońce?
Pierwszy raz, oglądałam je z moim byłym. Nawet nie wiecie, jak taki żigolak umie kłamać. Każda dziewczyna pragnie miłości rodem z filmu, a taki... idiota to wykorzystuje.
Wtedy obiecałam sobie, że nigdy więcej, nie będę płakała przez chłopaka. Po prostu nie są tego warci.
Wracając...
Wyciągnęłam blok techniczny i węgiel. Upatrzyłam sobie najpiękniejszy widok, dla nastoletniej dziewczyny z sianem zamiast mózgu. Mianowicie na plaży siedziała, przytulona do siebie para. Wyglądali tak, jakby miał ich ktoś rozdzielić, albo jakby chcieli razem, stawiać czoła wszystkim przeciwnościom losu.
Tak zajęłam się szkicowaniem, że nie zauważyłam, kiedy minęły trzy godziny.
- No Stara trzeba się zbierać. - wymamrotałam pod nosem - Ale nic się nie stanie, gdy pójdę na malutki spacer. 
Zarzuciłam torbę na ramię, a sandałki, które były na moich stopach, chwyciłam w rękę. Wyjęłam telefon, który miała JESZCZE (na szczęście) całą szybkę. Na tapecie zobaczyłam uśmiechającego się Patrysia, skrzywionego Kamila i szczerzącego się(czyt. na ustach -> uśmiech, w oczach-> smutek) Danielka.  To zdjęcie było z wczoraj. Próbowaliśmy go jakoś rozśmieszyć po wyjeździe Młodej. No nie udało się, ale przynajmniej próbowaliśmy. A wiecie, że on umie gotować? Pyszną kolację zrobił.
Znów gadam nie o tym co się dzieje...  Wracając po raz... kolejny.
Szłam brzegiem, a woda obmywała moje stopy.  Co dziwniejsze, była ona ciepła.
Myślałam nad tym wszystkim co się zdarzyło.  Nigdy czegoś takiego nie robiłam. Heh... Chyba musi być ten "pierwszy raz" J
Chłopaków znamy tylko półtora tygodnia. A już przeżyliśmy więcej niż niektórzy przyjaciele. Związałam się z jednym, z nich po JEDNYM DNIU! Przecież to nienormalne. Oczywiście. Jak byłam mała to sobie tak to wyobrażałam- Spotykam swoją miłość życia, od razu jesteśmy ze sobą, bara-bara, dzidziuś, ślub i życie jak w bajce.
Hahahahahaha - Śmieszne nie?
Jednak bym tak nie chciała. No bo co to? Takie życie jest do kitu. A w Moim się nie nudzę. Ciągle coś się dzieje. A to gwałty, a to śluby, a to pogrzeby, a to nieszczęśliwe miłoście, a to rodzinne kłótnie, a to narodziny jakiegoś dzieciaka, a to jeszcze zjazdy rodzinne. Normalnie żyć, nie umierać.
Nim się obejrzałam była dziesiąta trzydzieści. Postanowiłam zadzwonić do babci.
- Słucham?
- Cześć Babciu.-  uśmiechnęłam się szeroko.
- Hej kochanie. Przypomniałaś sobie o starych dziadkach?
- No jacy wy starzy jesteście? Ledwo trzydziestka za pasem. 
- Oczywiście, oczywiście. No opowiadaj co tam u Was? Ewcia ma już jakiegoś chłopca? A Lia dojechała? 
- Jak to "dojechała"? 
- No bo wczoraj ją wsadziliśmy do pociągu. I to siłą. Ma dziewczyna krzepę.
- Eeeem... Nie wiem. Jestem teraz na małym porannym spacerku. Wiesz jak to lubię. - znów uśmiech wpłynął na moją twarz, natomiast w słuchawce usłyszałam głośny śmiech.
- No oczywiście. Pamiętam jak miałaś pięć lat i poszłaś na spacer o szóstej rano. My się budzimy, a Kasiuni brak. Dzwonimy do wszystkich. Już prawie policję wzywamy, a tu dzwoni pani, która mieszka kilkanaście ulic dalej, że moja wnuczka zasnęła na łące i zobaczyła ją gdy szła z psem. 
- No bo byłam zmęczona! 
- hahaha... Znów odeszłyśmy od tematu. Kornelia nie chciała mi powiedzieć. Czy twój status się zmienił?
- Em... W sensie?
- Nie zgrywaj głupszej niż jesteś. Mów jak ma na imię, ile ma lat i czy jest przystojny! - Czyż moja babcia nie jest najlepsza? Zawsze coś powie, po czym nie wiem - czy mam się śmiać, czy płakać. 
- Patryk, lat 19, bardzo. 
-Czyli jakieś konkrety. - Już widzę jak babcia uśmiecha się szeroko i kiwa głową z uznaniem. - Ale prababcią od Twojej strony jeszcze nie chcę być. I sądzę, ze Twoja mama, a moja córka babcią też nie chce być... chociaż jest już po czterdziestce. 
- Babciu...
- Oj tak, tak. Wiem, wiem. Powtarzasz to prawie cały czas. W każdym bądź razie... muszę kończyć, bo Iwonka przyszła. Wiesz, musimy obgadać całe miasto. Trzymaj się kochanie.
- Tęsknię. Pozdrów wszystkich. Bye, bye.
- Papa. 

Gdy wróciłam do domu była dwunasta. Coś daleko odeszłam, no ale trudno.
Słyszałam krzyki, piski i śmiechy.
Oho! Moje kochanie wróciło.
- Jestem! - Krzyknęłam i stanęłam w drzwiach salonu. Lia rzeczywiście wróciła... Ale wrócił ktoś jeszcze, ktoś kogo nie chciałam więcej widzieć na oczy...


-----------------------------------
No siemka :*
WIem, wiem.. długo nie pisałam. Dodatkowo dzisiaj mi nie wyszedł tak jak chciałam..

No nic. Teraz czekamy na Paulinę.

Trzymajcie się Mysie-Pysie :* 



sobota, 31 maja 2014

Rozdział 14

*Perspektywa Korneli*
- CO TY TU ROBISZ??!! - usłyszałam, krzyk a raczej ryk przyjaciółki, jakby była wściekłym misiem grizli, któremu zając wykradł żarło... Przewróciłam się na drugi bok zakrywając głowę poduszką. Jednak kolejne krzyki nie pozwoliły mi na kontynuowanie mojego wcześniejszego zajęcia, czyli spania. Uchyliłam powieki i spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę czwartą nad ranem. Ponownie zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć, ale bezskutecznie. Czym sobie zasłużyłam na taką karę ja się pytam... Usłyszałam cichy jęk.
- Co jest grane? - powiedział, chyba do siebie.
- Nie wiem...
Nasze spojrzenia się spotkały.
- Nie śpisz?
- Jak widać - odparłam.
- To dzień dobry - uśmiechnął się uroczo.
- Dla kogo dobry ten dobry... Poza tym jest noc.
- Więcej humoru kochanie - powiedział. - Idę zobaczyć o co chodzi.
Chłopak wstał i skierował się do drzwi. Ja szybko wyślizgnęłam się spod kołdry, złapałam go za rękę. Razem wyjrzeliśmy na korytarz. Można powiedzieć, że ujrzeliśmy śmiszny obrazek. Kasia siedziała na Kamilu i biła go, Patryk próbował ją odciągnąć zaś Ewa siedziała i z zachwytem przyglądała się całej sytuacji jedząc popcorn... Daniel zagwizdał i nagle wszyscy spojrzeli w naszą stronę.
- Dzieci jest 4 RANO! - uśmiechnął się szeroko.
- I ciebie to bawi? - zapytałam.
- Tak - odparł ze śmiechem.
- Mogę już dokończyć to co zaczęłam? - zapytała z nadzieją w głosie Kasia na co Kamilek prawie się rozpłakał.
- Nie, agresja zero - powiedział Patryś i zabrał wściekłą Kaśkę od blondyna.
- Kasiu, chodzisz do psychologa? - zapytałam i nie czekając na odpowiedź dodałam - Nie pomaga ci.
- Oj cicho... Stachu jest najlepszy i to ja pomagam jemu a nie on mnie.
- Jasne...
- Nie moja wina, że mieszka z mamą i nawet zabić się nie umie - powiedziała urażona - On potrzebuje pomocy a nie ja.
- Nieważne. Powiesz mi dlaczego bijesz Kamila? - zapytała znudzona Ewa.
- Bo spał pod naszymi drzwiami.
- Kamil?
- Nie byłbym sam, ale Ewa zasnęła a przecież Romeo nie zostawi swojej Juli - spojrzał na Dana.
- Dlaczego chcieliście tu spać? - Patryk wyglądał na zdziwionego.
- No bo chcieliśmy od razu jak wyjdziecie zobaczyć minę przyszłych rodziców - powiedziałam z bananem na twarzy wyobrażając sobie już swój przyszły zawód cioci.
- To bliźniaki, prawda? - zapytał Daniel z jeszcze większym bananem niż mój.
SKANDAL!!! Przebiłby mnie w konkursie na najszerszy uśmiech!
Wracając... Nasza para przyszłych rodziców spojrzała na nas jak na psycholi i powoli zaczęła się wycofywać, ale Kasia przewróciła się co uniemożliwiło Patrykowi ucieczkę.
- Dany ja wracam do pokoju - szepnęłam do chłopaka, po czym weszłam do swojego sanktuarium. Wyciągnęłam telefon i zobaczyłam 5 nieodebranych połączeń od taty. Niewiele myśląc wybrałam jego numer i przyłożyłam słuchawkę do ucha. Po zaledwie jednym sygnale usłyszałam głos swojego taty. Jednak nie był on wesoły jak zawsze, wręcz przeciwnie.
- Dobrze, że dzwonisz. Musimy porozmawiać...
***
Siedziałam na łóżku Kasi, mając szczerą nadzieję, że zaraz przyjaciółka przyjdzie i to bez Patryka. Potrzebuje z nią koniecznie pogadać. Jakoś nie mam ochoty wtajemniczać jej chłopaka w moje sprawy. Nie mam nic do niego, ale to nie ten czas. Drzwi się otworzyły i do pokoju weszła nasza parka. Trochę się zdziwili widząc mnie. Pewnie liczyli na troszkę prywatności... 
- Jeśli przyszłaś negocjować imię dziecka, to od razu mówię, że tracisz czas, gdyż go nie ma - powiedziała szatynka. 
- Nie o to chodzi... 
- To o co? - zapytał zaciekawiony Patryk. 
- Muszę pogadać z Kasią - odparłam, patrząc na dziewczynę.
- Mów. 
- Na OSOBNOŚCI - rzekłam, akcentując ostatnie słowo. 
- Nie mamy przed sobą tajemnic. Możesz mówić przy nim. 
Bez słowa wstałam i wyszłam z pokoju zostawiając ich samych. Skoro nie mogę liczyć na Kasię, to pójdę do Ewy. Zapukałam do drzwi. Kiedy usłyszałam głośne "Proszę" wkroczyłam do pokoju. Blondynka siedziała na łóżku i śmiała się z żartów Kamila. 
- Siemasz młoda. Co tam? 
- Hej, możemy pogadać? 
- Śmiało wal - zachęciła mnie szerokim uśmiechem. 
- Emm... Tak same. 
- Jasne. Kamil?
- To wy sobie poplotkujcie, a ja pójdę poudawać, że mam coś do roboty - powiedział i opuścił pokój. 
Usiadłam obok przyjaciółki i rozmyśliłam się. Próbowałam zebrać myśli, kiedy ona oczekiwała aż zacznę mówić. 
- Kornelia? Co się stało?
- Rozmawiałam z tatą. Muszę wrócić do domu na kilka dni. Potrzebują mnie. 
- Ale dlaczego? - zmarszczyła brwi. 
- Ktoś się włamał i zniszczył restaurację - odparłam. - Muszę was zostawić. Nie na długo, ale potrzebuję wrócić. 
- Rozumiem. Jedź. 
Milczałyśmy... Obie nie wiedziałyśmy co powiedzieć. Brakowało słów. 
- Kiedy? - zapytała w końcu. 
- Dziś. 
Powoli wstałam i posyłając smutne spojrzenie dziewczynie wyszłam. 

***
Po kolei wrzucałam rzeczy do walizki. Nie dbałam, by były ładnie poukładane. Nie obchodziło mnie to. Ważne było tylko jedno. Muszę jak najszybciej dostać się do Zakopanego. Chcę wspierać tatę. Jak ktoś mógł mu to zrobić?! Przecież to okropne. Cała restauracja zdemolowana... To dobytek naszego życia. Tata założył ją wraz z mamą. Była dla nas bardzo ważna.
Daniel wszedł do pokoju. Zerknęłam na jego zdezorientowaną twarz. 
- Kornelia? C-co ty robisz?
- Pakuje się, nie widać? - mruknęłam. 
- No widzę - odparł lekko urażony - Co jest grane?
- Przepraszam - westchnęłam, kiedy spojrzałam w jego granatowe oczy- Muszę wyjechać na kilka dni. 
- Dlaczego? - zapytał zmartwiony. 
- Zdemolowali restaurację. Muszę jechać i pomóc tacie. To nie potrwa długo.
- Przykro mi. Mogę ci jakoś pomóc? 
- Bądź grzeczny podczas mojej nieobecności - uśmiechnęłam się. 
- Obiecuję - przytulił mnie mocno. 
***
- Będę tęsknił - szepnął - Kocham cię.
- Ja ciebie też. 
Pożegnałam się z Ewą i Danielem. Jako jedyni wiedzą o moim wyjeździe. Nie miałam czasu na opowiadanie i pożegnania się z resztą. Wsiadłam do pociągu...
***
Rozejrzałam się po stacji, próbując znaleźć znajome mi osoby. Nagle zobaczyłam znajomą blond czuprynę. 
- Nela!!!
Moi przyjaciele rzucili się na mnie. Chłopaki z zespołu i Pola. 
- Jak dawno cię nie widziałam - odparła uradowana blondynka. - Opowiadaj, co się działo. 
- Daj jej odpocząć - zaśmiał się Artur. 
Posłałam chłopakowi uśmiech pełen wdzięczności. Kocham Polę. Jest ze mną od zawsze. Razem się wychowywałyśmy i muszę przyznać, że to dziwne, iż Kasia i Ewa jej nie znają. Może dlatego, że dziewczyna dużo podróżuje, co nie zmienia naszej więzi. Blondynka jest bardzo żywa i gadatliwa... Czasem mam ochotę zakleić jej usta i cieszyć się sekundą ciszy. Istna z niej piękność i wręcz pożeraczka męskich serc. Uwielbia modę, chłopców, imprezy, chłopców, zakupy i oczywiście chłopców. Ciekawska, urocza, wesoła i jeszcze raz wspomnę... za dużo gada. Chłopaki byli inni. Artur, Bartek, Filip i Max. Cały mój zespół. Również zwariowani, ale z nimi nie muszę chodzić na zakupy, czego wprost nie znoszę. Tęskniłam za nimi wszystkimi. 
- Lia, tata czeka na ciebie w domu - poinformował mnie Filip. 
- To na co czekamy? Ruszamy - zainicjowała Pola. 
Chłopaki odwrócili się i już chcieli iść, kiedy dziewczyna chrząknęła. 
- Coś nie tak? - zapytał Maxi. 
- Hello... - wskazała na bagaże, jednak oni nic nie rozumieli. -No ja ciesz pierdziele... Weźcie walizki. My mamy dźwigać? 
Bartek wziął mój bagaż i ruszyliśmy w stronę auta. 
- No mówię ci, dobrze, że wróciłaś, bo bym dłużej z nimi nie wytrzymała. Dżentelmeni... 
Zachichotałam na jej uwagę... 
- Z czego się śmiejesz? - zapytał zaciekawiony Artur. 
- Z niczego - odparłyśmy chórem i znów zaczęłyśmy się śmiać. 
***
Siedział na kanapie, czytając gazetę i pijąc kawę. Wyglądał jakbyśmy się nie widzieli z pięć lat. Na jego twarzy wyraźnie widniało zmęczenie. 
- Dzień dobry - odparła Pola wprost rzucając się na fotel. 
- Cześć tato - powiedziałam. 
- Chwila... Szykuje się wzruszający moment, kiedy to córka wraca do domu i będzie powitanie rodzinne itd. Jak w hiszpańskiej telenoweli. 
Spojrzałam na dziewczynę, która widząc mój wzrok i mojego taty poderwała się z siedzenia jak oparzona.
- Chyba zostawiłam włączoną prostownicę... Choć jej nie używam, ale nieważne. Pa - wyszła, pokazując bym później do niej zadzwoniła. 
- Kornela... Cieszę się, że jesteś - przytulił mnie. 
- Ja też staruszku... 
- Ej! Nie jestem taki stary - zaprotestował.
- Tęskniłam...

--------------------------------------------------------------------------
Hej kochani! Dodaje rozdzialik. Liczę na waszą obiektywną opinię. 
Dodatkowo ogłaszam konkurs. Zmieniłam jedną cechę wyglądu u jednego z bohaterów. Wpadłam na to w połowie pisania bloga, a nie chciało mi się zmieniać xD Jednak raczej nikt z was na to nie zwrócił uwagi. Dlatego jeśli powiecie w komentarzu, co i u kogo się zmieniło czeka was nagroda. Jest to możliwość porozmawiania tak na osobności ze mną i może Marzenką (nie wiem, bo z nią tego nie konsultowałam) oraz napisanie rozdziału z perspektywy wybranej postaci. Może nic specjalnego, ale będzie fajnie. :D Mam nadzieję, że podzielacie mój entuzjazm i weźmiecie udział w konkursie. Czekam... 
Pauline x 

czwartek, 24 kwietnia 2014

Doooobra... rozdział 13 rodzi część 2 :D

I jest cz. 2 :D
 Ten rozdział jest dedykowany dla pewnej osoby, która tego nigdy nie przeczyta...
Trzymaj się Paulinko :* I jeszcze raz za wszystko dziękuję :*
 
A i wiadomość do Duszki.
Kochana, ja wiem, że ty czytasz. I to szanuję, ale zauważ, że każdy ma jakieś tam życie. Ja nie jestem robotem. Sorry Winnetou...
------------------------------------------------------------

*Oczami Patysia*
- Mam pomysł Kamilku... - odpowiedziała Kaśka z chytrym uśmiechem. - Zrobimy sobie seans filmów! Horrorów najlepiej... - Nie uwierzycie, jaki ona ma piękny uśmiech. Jej uśmiech jest.. taki uśmiechowy. Nikt nie ma takiego uśmiechowego uśmiechu jak ona. Boże, aż sam zacząłem się uśmiechać...
- Zgoda! - otrzeźwił mnie głos chłopaków, jako że byłem otępiały, pokiwałem jedynie wolno głową. 
- To ja idę się przebrać w piżamę, a wy przygotujcie coś do jedzenia i picia. - Pobiegła na górę, a my jako bardzo zgodni ludzie... zaraz! Ch-Chwila... Czy ona powiedziała... "przebrać w piżamę"?  
Przecież. To. Będzie. Katastrofa. Na samą myśl o jej ubiorze zaschło mi w gardle.  
Jej strój składa się z krótkich szortów, które na serio wyglądają jak majtki i bluzki do połowy ud...
To się źle skończy. Tylko nie wiem dla kogo... Dla mnie czy dla niej... Ale chyba to ja będę na przegranej pozycji... 
Po 10 minutach wszystko było przygotowane. Siedzieliśmy czwórką w salonie. Ja i Kasia na kanapie, a chłopaki na podłodze. 
- To co następne? - spytał Daniel, po około trzecim filmie - Red?
- Może być - odpowiedziała dziewczyna, po czym spytała mnie szeptem - mogę się do Ciebie przytulić? - No, a co ja mogłem jej powiedzieć? Oczywiście żarliwie przytaknąłem. Na chwilę wstała, a to tylko po to, żeby wygodnie usadzić się na moich kolanach. 
- Wygodny jesteś skarbie. - Czułem każdy jej ruch. Każdy dreszcz, który przechodził przez nią, gdy w filmie coś się działo. Od czasu do czasu oczywiście z czystą premedytacją ruszała biodrami.
I teraz wyobraźcie sobie coś takiego. Jest sobie normalny chłopak, ma cholernie seksowną dziewczynę, która strasznie na niego działa, ta o tym wie i to wykorzystuje. Zastanówcie się, co ten chłopak ma zrobić? Bo chyba nie zrzucić ją z kolan. To by było niesmaczne. 
- Powiedz im, że zasnęłam i idziesz mnie zanieść - wymruczała. 
Poczułem, że w tym momencie tylko cud ją uratuje. 
- Chłopaki, chyba usnęła. Idę ją zanieś i też uderzę w kimę. Branoc. 
- Branoc brachu. - odpowiedzieli wspólnie. 
Położyłem ją delikatnie na łóżku, a sam poszedłem pod prysznic. Szybko się uwinąłem i po chwili wróciłem do mojej ukochanej. Dziewczyna leżała i wpatrywała się we mnie. Nie wytrzymując dłużej podszedłem do niej i pocałowałem. Na początku było to niewinne, ale po chwili przerodziło się w coś więcej. Z ust przeniosłem się na szyję i nagle usłyszałem śmiech. 
- "Chyba usnęła. Idę ją zanieść i też uderzę w kime" - odwróciłem się i zobaczyłem chłopaków. Szybko zszedłem z dziewczyny i usiadłem obok. Oboje zaczęliśmy się poprawiać. Kamil odszedł rozbawiony zaś Dany spoważniał. Zamknął drzwi i podszedł do nas. 
- Patryku Milewiczu i Katarzyno Sowińska! Chyba nie muszę wam mówić czym grozi stosunek bez odpowiedniego zabezpieczenia. Ponadto powinniście o tym wcześniej porozmawiać, ale już. Młodzi zawsze kierują się emocjami - westchnął. 
- Dany! Nie będziesz nam robił wykładu szczególnie o antykoncepcji... - uprzedziłem przyjaciela. 
- Ale to jest zabawne - jęknął. 
- Idź albo Lia się dowie gdzie zniknęły jej żelki - zagroziła Kasia. 
- Zmykam - powiedział wychodząc. Nagle odwrócił się i dodał: 
- Dobranoc wy moje ruchogołąbeczki! 
Daniel trzasnął drzwiami. Spojrzałem na moją towarzyszke, ona na mnie i oboje wybuchliśmy śmiechem. 
- To na czym skończyliśmy? - zapytałem, po czym położyłem ją na łóżku całując. Niestety nie mieliśmy długo spokoju, gdyż nagle ktoś wpadł do pokoju i zrobił zdjęcie. Raczej ktosie. 
- Ślicznie wyszli - zachwycała się Kornela. 
- Nie przerywajcie sobie - odparł Kamil.
- No właśnie, kontynuujcie. My popatrzymy - odparł Daniel. 
- Dawać popcorn! - krzyknęła Ewa. 
- Ewka, on ma białe gacie! - powiedziała Lia. Nie wiem czy to źle czy dobrze. Coś z nimi nie tak? Biały to ładny kolor...
Kasia chyba się lekko speszyła, więc wstałem szybko i wypchnąłem całą czwórkę z pokoju. 
- Nawet nie wracajcie - odparłem. Zakluczyłem drzwi by się upewnić, że już nikt nam nie przeszkodzi. 
- Udanych mamy przyjaciół, nie sądzisz?  - zapytała ze śmiechem dziewczyna. 
- TYLKO GRZECZNIE TAM! ... I EJ! - krzyknęli równocześnie. 
- Bardzo - odpowiedziałem. 
Podszedłem do dziewczyny i znów ją pocałowałem. Delikatnie a zarazem namiętnie. 
- Jestem zmęczona - odsunęła się ode mnie. - Dobranoc. 
- Śpij dobrze - przytuliłem ją. 

*Oczami Kasi*
Obudziłam się raniutko. Na dworze świeciło już słoneczko. Popatrzyłam na mojego chłopaka. Spał jeszcze słodko. Postanowiłam go nie budzić. Wstałam i na paluszkach podeszłam do wyjścia z pokoju. Otworzyłam drzwi i nagle zobaczyłam coś dziwnego. Krzyknęłam. Kamil, który spał pod drzwiami poderwał się na nogi. Patryk również się obudził. Wściekła popatrzyłam na intruza. 
- Co TY tu do jasnej cholery robisz?! 

wtorek, 11 marca 2014

A idź mi z Tą 13. Jest szczęśliwa! Wierzę w to! cz.1

Jak ktoś lubi HP, to zapraszam na bloga o Lily i Jamesie.
http://huncwoci-huncwotki-nazawszerazem.blogujaca.pl/
------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Oczami Kaśki*
Po Kornelii do sali wszedł Patryk. wrócił ledwo po 10 minutach. A za nim strażnik. Czerwony jak buraczek. Po raz drugi - zaśmiałam się w duchu. 
- coś ty znów zrobił? - spytałam
- Ja? Niiic...  Założyliśmy się kto dłużej nie będzie oddychał ustami.  - Sierżant popatrzył na niego spod byka - Ale przecież nic nie było o nosie! Wybaczy pan, nO!

- Nie. Odzywaj. Się. Do. Mnie.  I lepiej więcej się tu nie pokazuj.
- Też będę tęsknił. - złapał mnie za biodro i przyciągnął do siebie. - Idziemy do domku ferajno? - Każdy zgodził się z jego propozycją i ruszyliśmy. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze do sklepu. Kupiliśmy jedzenie, picie, alkohol (nie wiem po co,ale to są chłopcy. Tego nie ogarniesz). 

  - Ej, a tak w ogóle która jest godzina? - spytała Ewa, gdy przekroczyliśmy próg domu
- 19.30. Matko. Tak wcześnie? - Kornelia ziewnęła, a później potoczyła się fala ziewania. - Jestem coś śpiąca. Przepraszam, ale pójdę się położyć. - Nie zdążyła dojść do schodów, a Daniel przerzucił ją  przez ramię i zaniósł do pokoju. 
- A my co robimy? - Kamil patrzył na Nas przenikliwym spojrzeniem. Boziu... Boję się go. 
- Butelka!! - krzyknęliśmy razem, a zaraz usłyszeliśmy pisk Korneli
- Jak możecie?! Butelka bez Nas?! No chyba pogrzało!
- Ale miałaś iść spać - zauważyłam
- To jest ważniejsze! - Ze śmiechem usiedliśmy na środku saloniku. - Ja pierwsza.  - Zakręciła pustym pojemnikiem i wypadło na Kamisia. - Miiisiuuu... Powiedz mi tak szczerze, ale too szczerze... jakie lubisz żelki? - Popatrzyła na niego z poważnym wyrazem twarzy. Bardzo ciężko było się nie roześmiać, lecz ten chłopak wziął to na poważnie i zaczął się zastanawiać.
- Haribo! Ale... czekaj! są jeszcze śmiej żelki!!
- To zdecyduj się!
- Ale to nie jest wcale takie łatwe!
- Ja lubię Śmiej żelki
- A ja Haribo!
-Świetnie! Jak nie lubisz tych drugich, to mi je oddaj... Nie pogniewam się. - kłócili się tak jeszcze z pięć minut, aż w końcu Kamil przytulił się do blondynki, pociągając nosem powiedział
- Ona. T-to diabeł nie dziewczyna.
- No już, już - uśmiechnęła się szeroko, gładząc go po plecach. - Kręć buteleczką. Teraz Twoja kolej. -  Na te słowa Michniewicz jeszcze bardziej wczepił się rączkami w bluzkę swojej dziewczyny. Ta nie wiedziała co zrobić, więc zakręciła za niego. - Moje kochanie! Kasiuuuuniaa... co by tu... Ach... Ech... A nie... Właśnie przyszedł moment na zapłatę... - Uśmiechnęła się szatańsko, a ja przypomniałam sobie butelkę klasową dwa lata temu. Kiedy musiała pocałować swojego obecnie, byłego faceta. Nie moja wina. No, ale ona mi tego nie daruje... 
- A nie darujesz mi tego? No proooszę. 
- Nie! 
- Ale przecież po tym było dobrze.
- Ale. To. Był. Palant!
- Ale się na nim wyżyłaś
- Ale nie zdradził!
- Ale teraz już taki nie jest
- Ale teraz to on nie może się poruszać o własnych siłach
- Ale nikt ci tego nie udowodnił
- Ale nikt o to mnie nawet nie podejżewa 
- Ale... no dobra... nie mam pytań.
- I siuuupel... A jakbi, tiak pomęćić Ciebie i Patysia? Tiak na laź. Kolni, jak myśliś?
- Źgadźiam się. Jeśteś prziebiegła! - przybiły sobie piątkę, a Milewicz popatrzył na mnie ze strachem w oczach. 
-  Czy mi coś grozi?
-  Grozi ci coś, odkąd Nas poznałeś. Nie wiedziałeś?
- Kasiu. Zapanuj nad koleżankami. - Usłyszałam siedzącego do tej pory Daniela.
- A co ja mogę?
-  Zadźgać je? 
- Nie. Zbyt oklepane. Pomysły?
- Szantaż?
- Nie zadziała - zaczęliśmy pukać się po czołach niczym Puchatek i tego "myśl, myśl, myśl". W końcu doszliśmy do wniosku, że nie ma co się wygłupiać. Chłopcy zanieśli dziewczyny do sypialń, bo kiedy my zachodziliśmy w głowę, jak je uspokoić, one wypiły dwie butelki czystej. Może nie mają słabych głów, ale to nie zmienia faktu, że im to nie przypasowało.
- TO co teraz?
- Mam pomysł Kamilku... - odpowiedziałam z chytrym uśmiechem

--------------------------------------------------
Koniec cz. 1 
:D 

wtorek, 11 lutego 2014

Rozdział 12

*Perspektywa Korneli*
- Kasia, ja za chwilę przyjdę - powiedziałam do przyjaciółki.
- Dobrze - odparła tylko.
Wyszłam z pokoju i po ciuchu zeszłam na dół. Schowana za ścianą zaczęłam słuchać rozmowy, prowadzonej przez Ewę i chłopaków.
- A gdzie jest? - zapytała blondynka.
- Nie wiem. Zaraz wróci - odparł Kamil.
- A wiecie co myśli o tej sytuacji?
- Beztroski jak zwykle - wzruszył ramionami przyszły narzeczony Kasieńki.
- Czyli nic go to nie obchodzi? - zapytała zdziwiona przyjaciółka.
Przełknęłam ślinę i czekałam na odpowiedź.
- Nie rozumiesz. On taki jest. Rzadko okazuje jakiekolwiek uczucia. Zawsze radosny.
- Ale?
- Ale on jest wrażliwy i przeżywa gdzieś tam w środku to wszystko.
Wtedy ktoś wszedł do salonu...
- Kto jest wrażliwy? - zapytał tak dobrze znany mi głos.
- No wreszcie jesteś! - powiedziała Ewcia.
- A coś chcesz?
- Tak, chodź...
Nie usłyszałam dalej, bo pobiegłam na górę. Wpadłam do siebie i szybko usiadłam na łóżku.
- Wszystko ok? - zapytała zatroskana Kasia.
- Tak, tak...
- Będzie dobrze.
Po tych słowach do pokoju wkroczyła Ewa a za nią zdezorientowany brunet.
- Coś się stało? - zapytał niepewnie.
- Musimy porozmawiać - odpowiedziałam. - Dziewczyny? Chyba możecie iść...
Przyjaciółki bez słowa wyszły i zostałam z chłopakiem sam na sam.
- Przepraszam... Tak nie powinno być. Nie chciałam cię zranić. Kocham cię, tylko... Przestraszyłam się, bo zobaczyłam jego twarz. Ja... Nie chciałam. Przepraszam. Zrozumiem jeśli nie chcesz być ze mną...
- O czym ty mówisz? - przerwał mi. - Kornelka, ja rozumiem. Może trochę się przestraszyłem, ale nie gniewam się. Nigdy bym cię nie zostawił szczególnie w takiej sytuacji.
- Myślałam, że...
- Kocham cię.
Spojrzałam na Daniela. Brunet, granatowe oczy, wysoki, wysportowany. Wydaje się być zawsze wesoły, beztroski. Mimo to w jego oczach mogłam wyczytać miłość i wrażliwość tak rzadko teraz spotykaną.
- Dany? Zrobisz coś dla mnie?
- Oczywiście.
- Przytul mnie...
Chłopak bez wahania spełnił moją prośbę. Poczułam się kochana i bezpieczna.
- Już dobrze. Jestem tu... - szepnął mi do ucha. Odsunęłam się od niego co go trochę zdezorientowało.
- Wszystko ładnie, pięknie, ale...
- Jesteś głodna - dokończył z uśmiechem, który chętnie odwzajemniłam.
- Bingo!
Dany przyciągnął mnie do siebie i złożył delikatny pocałunek na moich ustach.
- To chodź, zrobimy coś do jedzenia.
Zeszliśmy po schodach i udaliśmy się do kuchni. Szybko zrobiłam sobie tosty i przeszłam do salonu, gdzie siedziała reszta towarzyszy.
- Narobiłaś mi smaka - powiedziała Ewa, patrząc na moje śniadanko.
- Moje - odparłam, siadając daleko od blondynki na wypadek ewentualnej próby kradzieży jedzenia. Dziewczyna zaczęła mruczeć coś pod nosem wyraźnie obrażona.
- Co dziś robimy? - zapytał znudzony Kamil, który bił się z Patrykiem o pilot. Trzeba przyznać, że Milewicz wygrywał z przyjacielem. I bardzo dobrze, bo nie miałam ochoty oglądać jakiegoś szajsu tylko The Looney Tunes Show. Niestety rozbawiona Kasia wyłączyła telewizor.
- Ej! Oglądałem to! - obruszył się jej kochaś.
- Przykro mi słońce, ale nie dokończysz. 
- Skoro nie mamy żadnych planów to ja idę - powiedziała blondynka wstając, jednak szybko usiadła, gdyż powstrzymał ją Kamil. 
- Nie chce was martwić, ale jest coś co musimy zrobić - zaczął chłopak. 
- Co masz na myśli? - zapytałam. 
- Kamil chce powiedzieć, że powinniśmy jak najszybciej zgłosić się na komisariat i uzupełnić zeznania - wyjaśnił Patryk. 
Upuściłam talerz, który rozbił się o podłogę. 
- Ale po co? Przecież już im wszystko powiedziałyśmy... - odparła Kasia. 
- Takie są procedury. Nie musimy dzisiaj, ale chyba im szybciej tym lepiej. 
- Nie chce o tym mówić - powiedziałam.
- Ja wiem, ale kiedyś trzeba. Popatrz na to z innej strony. Im szybciej tam się pojawimy, tym szybciej oni trafią do pierdla - przekonywał nas Kamil.
- W sumie racja - odparła Ewa po długim namyśle.
- A ja chce mieć to z głowy - dodała Kasia.
- Kornelia?
Wszyscy popatrzyli na mnie jak na ufoludka. Niezbyt podobała mi się koncepcja przypominania sobie tego wszystkiego, ale chyba nie mam wyjścia.
- Dobrze - zgodziłam się - Ale jeden warunek. Nie wrócimy do tego już nigdy więcej.
- Okey. To idźcie się przygotować.
Pobiegłam do swojego pokoju. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w jakieś odpowiednie ciuchy i gotowa poszłam do chłopaków. Poczekaliśmy jeszcze chwile na dziewczyny i udaliśmy się na komisariat policji. Szliśmy w milczeniu przez jakieś pół godziny. W końcu doszliśmy do dużego budynku z napisem "POLICJA". 
- Jesteśmy - powiedział zmęczony Kamil. 
- Serio? Nigdy bym się nie domyśliła - zironizowałam i skierowałam się do wejścia. Akurat spotkałam tamtego policjanta. 
- Dzień dobry. 
- O witam. Cieszę się, że przyszłaś. Przyjaciele też są? 
- Tak - pokazałam na towarzyszy, którzy wręcz położyli się na kanapie. 
- Dobrze, zaraz was poproszę. 
Podeszłam do dystrybutora i nalałam do kubka zimnej wody. Oparta o ścianę, zamknęłam oczy i upiłam łyk cieczy. 
- Daniel Ziółkowski, zapraszam. 
Uśmiechnięty chłopak wszedł do jakiegoś pokoju. Kasia wtuliła się w Patryka, a Ewa i Kamil opowiadali sobie dowcipy aby się zrelaksować. Ja stałam sama i czekałam, aż Dany skończy. Siedział tam chyba 20 minut. Nagle drzwi otworzyły się i zadowolony brunet wyszedł a za nim cały czerwony policjant. 
- Następna. Katarzyna Sowińska - wycedził i wrócił do swojego gabinetu. Zdezorientowana przyjaciółka podążyła za policjantem. Zaraz po zamknięciu drzwi Kamil parsknął śmiechem. 
- Ładny buraczek - nadal się śmiał. 
- Stary, coś ty mu powiedział? - zapytał Patryk. 
- Najpierw mnie pytał o tamto zdarzenie, później kłóciliśmy się czy czerwony kolor ścian wpływa na agresywne zachowanie. Wygrałem! - uśmiechnął się tryumfująco. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. 
- Głupek - rzuciłam. 
- Ej! Ja tylko chciałem go rozśmieszyć, bo był taki poważny... 
Daniel przytulił mnie i tak czekaliśmy na moją kolej. Po Kasi był Kamil, Ewa i ja. 
- Spokojnie - szepnął Daniel, po czym oderwałam się od niego i weszłam do pomieszczenia. Policjant poprosił żebym usiadła i zaczął rozmowę. 
- A więc Kornelio. Możesz mi powiedzieć co się wczoraj wydarzyło? 
- Tak - przęknęłam ślinę. 
- Nie śpiesz się - podał mi wodę. 
- Postanowiliśmy się zabawić i pójść do klubu. Na początku było wszystko w porządku. Po pewnym czasie ja z Kasią i Ewą poszłyśmy do toalety i... - upiłam łyk zimnej cieczy - zobaczyłyśmy ich. 
- Co się dalej wydarzyło? 
Spuściłam głowę i cicho kontynuowałam.
- Rzucali w naszym kierunku sprośne komentarze. Kiedy chciałyśmy wyjść zagrodzili nam drogę. Złapali nas i wyprowadzili z klubu. Szarpałyśmy się, krzyczałyśmy, ale nikt nas nie usłyszał. Kiedy zrozumiałyśmy, że to nic nie da Ewa zaczęła grać na zwłokę. Niestety oni szybko się zorientowali co próbujemy zrobić. Rozdzielili się, zaprowadził mnie pod jakąś ścianę - łzy powli spływały mi po policzkach. 
- Chcesz chwile przerwy? - zapytał komisarz. 
- Nie - wzięłam głęboki wdech. - Zaczął mnie obmacywać, całować. Próbowałam mu uciec, ale on za to mnie uderzył. Unieruchomił mnie. Potem... potem próbował zedrzeć moją sukienkę, a jak nie dawał rady to... 
- Co robił? 
- To bił mnie i całował - wyszeptałam. 
- Co było potem? 
- Poczułam jak upadam. Wtedy myślałam, że mnie zgwałci... - otarłam łzy - Ale na szczęście chłopcy przyszli. Daniel odciągnął go ode mnie, znokautował. Potem zadzwonili po policje i dalej to już pan chyba wie. 
- Tak, dziękuję. I życzę powodzenia. 
- Dziękuję - zachichotałam i wyszłam. 

----------------------------
Kolejna część, chyba ją zawaliłam, ale cóż. Liczę na komy ;)
Pauline x